Właśnie dzisiaj - 9 maja - mijają 304 lata od dnia, w którym kompozytor i organista, "werkmeister" kościoła Najświętszej Maryi Panny w Lubece, Dieterich Buxtehude, odszedł z tego świata.
Nie znamy dużej części dzieł, które po sobie pozostawił; te utwory, które znamy dzisiaj z licznych mniej lub bardziej nowoczesnych wykonań, zachwycają jednak swym pięknem i chrześcijańskim przesłaniem.
Dzisiaj warto zaprezentować jeden z nich. Jest to kantata "Alles, was ihr tut" BuxWV 4. Dzieło składa się z następujących części:
1. Sonata
2. Alles, was ihr tut (Coro)
3. Sonata
4. Dir, o Höchster, dir alleine (Aria)
5. Habe deine Lust (Basso)
6. Gott will ich lassen raten (Coro)
Słowa rozpoczynające kantatę brzmią: "Alles, was ihr tut mit Worten oder mit Werken, das tut alles im Namen Jesu, und danket Gott und dem Vater durch ihn" i oznaczają: "Wszystko, co czynicie słowem czy też dziełem, czyńcie to wszystko w imię Chrystusa i dziękujcie Bogu i Ojcu przez Niego". Znając życiorys Buxtehudego, śmiało można uznać te słowa za hasło, według którego żył i tworzył.
Blog o muzyce i nie tylko o niej (pod patronatem honorowym Dietericha Buxtehudego);-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dieterich Buxtehude. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dieterich Buxtehude. Pokaż wszystkie posty
9 maja 2011
12 marca 2011
Christoph Wolff i Ton Koopman - interesująca dyskusja o relacji Bach-Buxtehude
Przyczynkiem do dyskusji było odnalezienie w weimarskiej bibliotece w 2006 r. dwóch rękopisów: pierwszy to "An Wasserflüssen Babylon" Reinkena- jedno z jego dwóch długich preludiów chorałowych, zaś drugi to "Nun freut euch lieben Christen g'mein" - preludium chorałowe Buxtehudego. Co je łączy? Obydwie tabulatury zostały przepisane przez Jana Sebastiana Bacha. Miał wówczas 15 lat.
Koopman i Wolff wyrażają pogląd, że relacja Bach-Buxtehude zaczęła się dużo wcześniej niż w 1705 roku, kiedy to 20-letni Johann Sebastian odbył swoją pieszą "pielgrzymkę" do Lubeki, by zapoznać się z grą mistrza i doświadczyć jego Abendmusiken - koncertów muzyki religijnej.
W dyskusji poruszone zostają tematy dotyczące przede wszystkim twórczości Bacha i Buxtehudego: kantat, preludiów chorałowych, Abendmusiken... Można też dowiedzieć się co nieco na przykład o dawnych chórach chłopięcych (cz.4) oraz o stroju (temperacji) Mean Tone (cz.5). Zainteresowanych tym tematem zapraszam do obejrzenia:
Koopman i Wolff wyrażają pogląd, że relacja Bach-Buxtehude zaczęła się dużo wcześniej niż w 1705 roku, kiedy to 20-letni Johann Sebastian odbył swoją pieszą "pielgrzymkę" do Lubeki, by zapoznać się z grą mistrza i doświadczyć jego Abendmusiken - koncertów muzyki religijnej.
W dyskusji poruszone zostają tematy dotyczące przede wszystkim twórczości Bacha i Buxtehudego: kantat, preludiów chorałowych, Abendmusiken... Można też dowiedzieć się co nieco na przykład o dawnych chórach chłopięcych (cz.4) oraz o stroju (temperacji) Mean Tone (cz.5). Zainteresowanych tym tematem zapraszam do obejrzenia:
21 lipca 2010
Buxtehude w "Exsultate Deo"!
tworzywszy wczoraj przebogaty w nowe pieśni śpiewnik "Exsultate Deo" z 1998 r. na losowej stronicy numer 94, ujrzałam taki oto kanon uwielbienia na bazie dzieła mistrza Buxtehudego zacnie uczyniony:
Proponuję więc posłuchanie "Cantate Domino" Mistrza z Lubeki - można śledzić skrócony zapis nutowy lub po prostu oddać się słuchaniu tej przepięknej barokowej kompozycji.
3 kwietnia 2010
Muzyka czasu Zmartwychwstania - "Erschienen ist der herrliche Tag" Buxtehudego i Bacha
roczystość Zmartwychwstania Pańskiego niesie w sobie przeogromne bogactwo treści religijnych. Owo najważniejsze święto chrześcijańskie, Niedziela, na której pamiątkę obchodzi się wszystkie inne niedziele, wymaga szczególnej, niecodziennej oprawy liturgicznej, a także innych elementów oddających i wzbogacających charakter i tradycję tego dnia pełnego nadziei... Od wieków nastrój Wielkanocy wspaniale oddaje przepiękna muzyka, wykonywana zwłaszcza w kościołach. W każdej epoce muzycy tworzyli i tworzą nadal utwory "ad maiorem Dei gloriam"... A najpiękniejszym stworzonym przez człowieka instrumentem, który swym brzmieniem "umysły wiernych porywa do Boga i spraw niebieskich" są organy piszczałkowe.
Zapraszam do wysłuchania dwóch wielkanocnych utworów na organy. Są to przygrywki chorałowe D.Buxtehudego i J.S.Bacha oparte na tej samej dawnej pieśni: "Erschienen ist der herrliche Tag" (Wspaniały dzień nam nastał). Może moje wykonanie tych utworów na organach pneumatycznych, pełne przypadkowych efektów, nie oddaje w pełni ich walorów, ale liczę na to, że pozwoli Wam zarówno wczuć się w radosny wielkanocny nastrój, jak i wychwycić podobieństwa i różnice pomiędzy sposobami opracowywania pieśni przez Mistrza z Lubeki oraz Króla Polifonii. Oba te chorały wydają się dość podobne do siebie, ze względu na tę samą tonację i zastosowaną technikę imitacji (u Bacha jest to kanon sopranu i basu), a także przez fakt, że Buxtehude nie zastosował tutaj mocno rozciągniętej i intensywnie ornamentowanej melodii c.f.. Odnoszę jednak wrażenie, że nieco inny jest sposób wyrażania radości przez obu kompozytorów: Buxtehude uczynił to bardziej bezpośrednio: chorał brzmi prawie tanecznie; u Bacha zaś chorał brzmi jakby bardziej majestatycznie: radość zostaje wyrażona poprzez figury retoryczne (powtarzające się nuty: dwie krótkie i długa- motyw radości) w lewej ręce.
Na nagraniu utwory zostały wykonane jeden po drugim, w kolejności: Buxtehude, Bach.
(aktualizacja 2016: nagranie usunęłam w 2011 r. odkąd stwierdziłam, że jest do bani, jak wszystko, co gram - w końcu to praktyka jedynie teoretyczna)
Radosnych i pełnych nadziei
Świąt Wielkanocnych! :)
26 listopada 2009
Barokowe Jam Session: Gdzie jest Dieterich Buxtehude? (Johannesa Voorhouta "Häusliche Musikszene")
oznając jakąś fascynującą twórczość, nie tylko tę muzyczną, nieraz zadajemy sobie pytanie: kim był jej autor na co dzień? Nagle równie interesujące jak jego dzieła stają się okoliczności ich powstania. Stajemy się żądni poznania niesamowitych historii, awanturniczych anegdot, uczuciowych zawirowań czy po prostu codziennych zajęć tego konkretnego artysty z dawnych wieków. Wśród tych pytań pojawia się również jedno podstawowe: jak wyglądał?
W przypadku kompozytorów epoki baroku odpowiedzi na wiele pytań nie są proste - przeplatają się z jakże uroczym słówkiem "prawdopodobnie". Znamy wprawdzie takie fakty jak to, że na Vivaldiego wołano (w 100 % słusznie) "rudy ksiądz", i że ów kompozytor potrafił opuścić prezbiterium w czasie liturgii, aby zanotować jakiś nowy motyw muzyczny. Znamy portrety Bacha i Haendla, a także anegdoty o nich, odpowiadające naszym wyobrażeniom o "nieco nieokrzesanych artystach" lub ukazujące inną niż powszechnie znana stronę ich osobowości. Mamy również dostęp do listów, uwag, objaśnień pisanych przez innych kompozytorów, zachowały się także rękopisy... Jednak przy próbie sięgnięcia głębiej lub jeszcze bardziej wstecz zaczynają się schody. O wielu twórcach wiemy tyle, co nic-znamy daty urodzenia i śmierci (i to też nie w pełni!), miasta pobytu, suche fakty z życia.
Dieterich Buxtehude, "patron muzyczny" bloga i mój ulubiony kompozytor barokowy, jest dzisiaj właśnie jedną z takich "tajemniczych osobowości". Można domyślać się sławy, jaką się cieszył - wszak pielgrzymowali do niego młodzi adepcji muzyki z bliższych i dalszych "okolic" (choćby słynna 400-kilometrowa piesza podróż Bacha do Lubeki w 1705, kiedy to 20-letni wówczas Jan Sebastian samowolnie przedłużył sobie urlop z czterech tygodni do trzech miesięcy!). Na podstawie niesamowicie improwizatorskich preludiów organowych Buxtehudego oraz wymagajacych ogromnej koordynacji, sprawności i wdzięku głosów przeznaczonych na klawiaturę nożną, można wnioskować również o wielkich umiejętnościach technicznych i improwizatorskich Mistrza z Lubeki. Jednak to ciągle mało- wiele rzeczy chciałoby się wiedzieć, a nie zachowały się nawet rękopisy kompozytora (oprócz kilku drobnych utworów i listów; z odnalezionych tu i ówdzie informacji wnioskuję, że jego dzieła krążyły w kopiach, odpisach). Nawet sam wygląd kompozytora jest nadal kwestią sporną. Zachował się bowiem tylko jeden, jedyny portret, przedstawiający Buxtehudego (oczywiście, nie mówimy o -->TYM<-- obrazku, nigdzie nie znalazłam jego źródła, więc nie uważam go za wiarygodny wizerunek D.B) :
Ale i tutaj jest jakieś "ale", i to dosyć stanowcze. Kto nadal sądzi, że Dieterich Buxtehude, słynny w swoich czasach północnoniemiecki organista, kompozytor i improwizator wyglądał tak, jak na powyższym obrazku? Pewności co do tego nigdy nie było, chociaż większość "źródeł internetowych" i nie tylko wskazywała właśnie ten portret jako jego "prawdopodobny wizerunek". Jednak ostatnio szala prawdopodobieństwa przechyliła się w drugą stronę...
Jednak o tym później. Najpierw o sprawach stuprocentowo pewnych. Mało kto bowiem wie, że obrazek powszechnie znany jako portret Mistrza z Lubeki to tak naprawdę wycinek większego dzieła. Namalował je pochodzący z Holandii Johannes Voorhout, a obraz nosi tytuł "Häusliche Musikszene'' (ang. "Domestic Music Scene" - domowa scena muzyczna). Dziś powiedzielibyśmy: barokowe jam session. Oto ów obraz w całej okazałości:
Co jest pewne: mężczyzna grający na klawesynie to Johann Adam Reincken, zaś stojący po lewej stronie z tyłu człowiek w dziwnym kapeluszu to sam Voorhout, który tak uwiecznił siebie na obrazie. A pozostałe osoby? Nie wiadomo, kim jest kobieta z lutnią oraz mgliste postacie na dalszym planie. Kontrowersje zaś co do tożsamości wzbudzają: muzyk grający na violi da gamba oraz mężczyzna z kartką nutową oparty o cembalo. Ludzie studiujący oryginał, znajdujący się w muzeum w Hamburgu, ustalili, że na owej kartce zapisany jest kanon (fragment Ps 133) w języku łacińskim, a nad nim dedykacja ku czci przyjaźni Buxtehudego i Reinckena. (Swoją drogą, podziwiam kunszt malarza, który umieścił na obrazie takie szczegóły- na żywo zapewne widać dokładnie napis!)
Owego dosyć młodo wyglądającego mężczynę uważano za Buxtehudego, zaś gambistę identyfikowano z Johannem Theile. Jednak w 2008 roku, podczas prac porządkowych w Bibliotece Miejskiej w Lubece, natafiono na prawdziwy portret tego drugiego muzyka, i okazało się, że to zupełnie inna osoba! Potwierdziło to wcześniejsze domysły, jakoby na gambie grał nie Theile, a Buxtehude. W dodatku dr Kerala J. Snyder, znawczyni życia i twórczości Buxtehudego w swej książce ''Dieterich Buxtehude: Organist in Lübeck'' również potwierdza tę tezę.
Sumując wszelkie możliwe argumenty, można by postawić sprawę tak:
-Dwie główne postacie (przyjaciele Reincken i Buxtehude), jako te najważniejsze, którym poświęcony jest obraz, musiały być sportretowane obok siebie, niekoniecznie w centrum kompozycji.
-Dlaczego nie w centrum? Klawesyn mógł ponoć sprawiać malarzowi jakieś trudności kompozycyjne.
-Theilego najprawdopodobniej nie ma na obrazie, nie jest więc owym gambistą.
-Argument Kerali J. Snyder, bijący wszelkie inne na głowę: muzyk po lewej stronie gra na violi da gamba dźwięki D-B- wiadomo, czyje to inicjały!
Wobec tego kim jest człowiek z kartką papieru? Istnieją dwie teorie:
1. Jest to Johann Philipp Förtsch, śpiewak i kompozytor opery w Hamburgu.
2. Teoria Kerali J. Snyder -ów człowiek to nikt realny: kobieta grająca na lutni tworzy wraz z nim alegorię grania i słuchania pięknej muzyki...
Tak naprawdę jednak badanie dawnej muzyki i dawnych źródeł jest jak chodzenie po spróchniałym moście. Wyobraźmy sobie przepaść, dzielącą nasze czasy i XVII wiek. Obrazy, utwory muzyczne, opisy są właśnie takim starym mostem, który łączy nas z przeszłością. Stąpanie po nim sprawia ogromną przyjemność- wokół rozpościerają się przepiękne pejzaże- jednak każdy krok trzeba stawiać ostrożnie. Nigdy bowiem do końca nie wiadomo, czy po postawieniu nogi na kolejną stabilnie wyglądającą deskę nie runiemy w przepaść błędnych interpretacji i wniosków... Także w sprawie obrazu Voorhouta nigdy wszystko nie będzie jasne. Wszak nie mamy informacji o tym, jakoby Buxtehude grał na violi... ale z drugiej strony, nie mamy także informacji, że na niej nie grał, poza tym wykorzystywał ten instrument w swoich kompozycjach!
Może więc lepiej, aby pewne sprawy pozostały nie do końca wyjaśnione? Może wystarczy sam muzyczny portret Buxtehudego, namalowany przez niego samego? Na to pytanie odpowiedzmy sobie sami.
14 listopada 2009
WerkBaza: Dieterich Buxtehude - preludia, toccaty, ciaconny...
Oficjalnie ostatni post na tym blogu opublikowałam podczas ostatnich wakacji. Oficjalnie też zakończyłam obecność w blogosferze. Ostatnio jednak nieco zmieniłam zdanie, ale szczegóły niech na razie pozostaną tajemnicą. Na tego bloga już jednak nie wrócę, dlatego robię małe porządki związane z przenosinami.
Wyrzucając "śmieci" z wersji roboczych, znalazłam jedną, która w miarę nadaje się do publikacji i jeszcze może się przydać fanom twórczości "Buxa". Oczywiście, miałam zamiar dokończyć WerkBazę i poszerzyć o niektóre kantaty, ale to już raczej nie nastąpi.
Wyrzucając "śmieci" z wersji roboczych, znalazłam jedną, która w miarę nadaje się do publikacji i jeszcze może się przydać fanom twórczości "Buxa". Oczywiście, miałam zamiar dokończyć WerkBazę i poszerzyć o niektóre kantaty, ale to już raczej nie nastąpi.
Toccaty, Preludia, Fugi itp:
- Praeludium C (BuxWV 137) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Praeludium C (BuxWV 138) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Praeludium D (BuxWV 139) [posłuchaj]
- Praeludium d (BuxWV 140) [posłuchaj]
- Praeludium C (BuxWV 137) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Praeludium C (BuxWV 138) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Praeludium D (BuxWV 139) [posłuchaj]
- Praeludium d (BuxWV 140) [posłuchaj]
- Praeludium e (BuxWV 142) [posłuchaj]
- Praeludium e (BuxWV 143) [posłuchaj]
- Praeludium G (BuxWV 147) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Praeludium g (BuxWV 148) [posłuchaj]
- Praeludium e (BuxWV 143) [posłuchaj]
- Praeludium G (BuxWV 147) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Praeludium g (BuxWV 148) [posłuchaj]
- Praeludium g (BuxWV 149) [posłuchaj]
- Praeludium g (BuxWV 150) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Praeludium A (BuxWV 151) [posłuchaj]
- Praeludium g (BuxWV 150) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Praeludium A (BuxWV 151) [posłuchaj]
- Toccata F (BuxWV 157) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Preambulum a (BuxWV 158) [posłuchaj]
- Ciacona c (BuxWV 159) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Ciacona e (BuxWV 160) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Passacaglia d (BuxWV 161) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Praeludium in g (BuxWV 163) [posłuchaj :) ]
- Preambulum a (BuxWV 158) [posłuchaj]
- Ciacona c (BuxWV 159) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Ciacona e (BuxWV 160) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Passacaglia d (BuxWV 161) [pobierz nuty] [posłuchaj]
- Praeludium in g (BuxWV 163) [posłuchaj :) ]
30 października 2009
Buxtehude- mistrz zapomniany? Refleksje w 302. rocznicę śmierci kompozytora.
(Ten post powstał dawniej, jeszcze na starym blogu, jednak uznałam, że warto go tutaj przenieść.)
Dzisiaj (9 maja) przypada 302.rocznica śmierci Dietericha Buxtehudego- wielkiego przedbachowskiego mistrza muzyki i nauczyciela przyszłych pokoleń kompozytorów (a także „patrona” tego bloga). I co? Nic. Cisza. Żadnych koncertów, żadnych seminariów z tej okazji, jedynie Dwójka Polskiego Radia wyemitowała krótką wzmiankę o tej rocznicy w codziennym kalendarium. Czyżby Buxtehude był mistrzem zapomnianym? Oj, niestety, na to wygląda.
W jednym z artykułów o życiu i twórczości kompozytora znalazłam ciekawą refleksję autorki, że gdyby zorganizowano konkurs na najbardziej zapomnianego mistrza, to Buxtehude zdobyłby w nim pewnością Złotą Palmę. Niestety, muszę się z tym zgodzić. O takim Bachu czy Haendlu słyszał każdy, nawet nie-muzyk. A o mistrzu z Lubeki? Są tacy, którzy nawet nie potrafią wymówić poprawnie jego nazwiska(!) , o odmianie przez przypadki nie wspominając. I oczywiście nikt nie kojarzy gościa oprócz organistów i tych, którzy kują zawzięcie z historii muzyki.
Jakie są tego przyczyny? Niewątpliwie najważniejszą z nich jest nieznajomość tego, co było przed Bachem i brak zainteresowania tym. Szczątkowa wiedza przeciętnego nie-muzyka kończy się na Bachu i Vivaldim, a ci, którzy szli przed nimi i przecierali szlaki, giną w sinej mgle przeszłości. Gdy wymieniam takie nazwiska jak Henry Purcell, Giovanni Pierluigi da Palestrina, Josquin des Pres czy jeszcze wcześniejszy Guillaume de Machault, osoba niewykształcona muzycznie tylko kręci głową. Uczniowie szkoły muzycznej też zazwyczaj więcej wiedzą o klasykach wiedeńskich czy kompozytorach XIX-wiecznych, niż o tych, którzy tworzyli przed Bachem. A przecież ci również byli mistrzami swej epoki. I już nie wspomnę o tym, że gdy powiem "chorał gregoriański", mój statystyczny rozmówca kręci głową: "tak tak", ale w oczach ma mętlik.
Skoro ich dokonania toną w głębinie niezainteresowania i niepamięci, to dlaczego oczekuję, by ludzie znali takiego Buxtehudego? W końcu był kompozytorem wczesnobarokowym, w dodatku komponującym utwory na tak niepopularny instrument jak organy, kojarzący się z powagą, zimnym wnętrzem kościoła i zawiłymi formami muzycznymi. I to nie takie "full wypas", romantyczne organy, jakie niektórzy kochają, lecz siermiężne, północnoniemieckie, barokowe- bez czelest, bez żaluzji i tego typu udogodnień. Takie, na których trzeba grać ładnie, bo inaczej brzmią brzydko. Ich brzmienie zwraca uwagę na polifonię, która też bywa niewygodna, bo… zmusza do wysiłku intelektualnego. Każe wsłuchiwać się we wszystkie głosy naraz i w każdy oddzielnie! Wobec polifonii słuchacz może obrać dwie postawy: śledzić przebieg głosów, cezury, motywy (wówczas polifonia jest fascynująca) albo biernie słuchać (wtedy w uszach słuchacza polifonia staje się monotonną, niezrozumiałą plątaniną).
Buxtehude tworzył jednak nie tylko fugi. Jego twórczość to przede wszystkim wirtuozowskie toccaty, preludia, canzony, wariacje ostinatowe… i wspaniałe dokonania, jakimi są długie na dziewięć minut fantazje chorałowe. Kiedy pierwszy raz spojrzałam na nuty tego twórcy (była to Toccata in F, BuxWV 157), pomyślałam sobie: „Dziwna muzyka, nie rozumiem jej”. Co mnie zadziwiło? Serie figuracji opartych na tym samym akordzie przez kilka taktów z rzędu. Ale to ma sens, który trzeba odkryć i w który trzeba wejść. A gdy jest się już w środku, wtedy samemu tworzy się podobnie.
Nie tylko mnie fascynuje twórczość lubeckiego mistrza. Fascynowała ona muzyków za czasów Bacha i Haendla. Autorytet muzyczny Buxtehudego promieniował z taką siłą, że 20-letni Bach przebył podobno pieszo 400 km z Arnstadt do Lubeki, aby usłyszeć mistrza, nauczyć się czegoś od niego i posłuchać koncertów „Abendsmusik”. (Taka jest oficjalna wersja legendy.) Pobyt w Lubece całkowicie odmienił muzykę młodego Bacha. Pod wpływem lubeckiego mistrza kształtowała się twórczość przyszłego lipskiego kantora. Może dlatego dziś Buxtehude jest znany bardziej jako nauczyciel Bacha niż jako ten, który sam stworzył wspaniałe dzieła? Niemniej jednak jego wpływ na kolejne generacje kompozytorów wniósł ogromny wkład do rozwoju muzyki instrumentalnej epoki baroku.
Tą krótką refleksją na temat twórczości Dietericha Buxtehudego pragnę uczcić jego 302 rocznicę śmierci. Mimo, że w 1707 roku opuścił ten doczesny świat, zostawił po sobie wspaniały pomnik- dzieła oryginalne, fascynujące, inspirujące. Mam nadzieję, że zawsze znajdą się pozytywni wariaci, którzy zainteresują się tą nie zawsze prostą do zrozumienia twórczością i nie pozwolą jej odejść w powszechne zapomnienie.
29 października 2009
Kim był Dietrich Buxtehude?
''Dietrich Buxtehude (ur. ok. 1637 prawdopodobnie w Helsingborg, zm. 9 maja 1707 w Lubece) - kompozytor i organista okresu baroku.
Początkowo był organistą w mieście Helsingborg w Szwecji i w Helsingør w Danii, a następnie w Lubece, gdzie pozostał do końca życia. W Lubece Jan Sebastian Bach miał okazję usłyszeć jego grę, co wywarło wielki wpływ na dalszą karierę artystyczną Bacha.
Dietrich Buxtehude komponował głównie preludia i fugi organowe i preludia chorałowe. Spora część jego utworów zaginęła.''
Jako dwudziestolatek został organistą, najpierw w Helsingborg (1657-1658), potem w Elsinore (1660-1668). Jako trzydziestolatek przejął urząd głównego organisty w kościele św.Marii w Lubece po sławnym Franzu Tunderze, poślubiając także jego córkę Annę Margarethe. Od 1673 r, Dieterich Buxtehude organizował serię wieczornych koncertów muzyki sakralnej, znanych jako Abendmusik, zainicjowanych przez Tundera. Koncerty cieszyły się sporym zainteresowaniem artystów z różnych stron i stanowiły niejako symbol lubeckiego kościoła przez kolejne półtora wieku- aż do 1810r.
Lata mijały, a Buxtehude pełnił ciągle funkcję organisty w Marienkirche. W 1703 r. (miał wtedy 65 lat) doczekał się pewnych odwiedzin: do Lubeki przybyli Haendel i Mattheson, wówczas jeszcze młodzi, aby spotkać się z Buxtehudem. Organista był już w podeszłym wieku, skłonny do odejścia na emeryturę, więc zaoferował im swoją posadę. Zastrzegł jednak, że zgodnie z tradycją organista przejmujący po nim urząd, musi poślubić jego najstarszą córkę. Gdy Haendel i Mattheson o tym się dowiedzieli, wycofali się i opuścili Lubekę zaledwie dzień po przybyciu. (Co się za tym kryło? Czyżby córka mistrza im się nie podobała? Intrygujące…)
W 1705 kolejny młody twórca odwiedził Lubekę- był nim nie kto inny, jak 20-letni Jan Sebastian Bach. Przebył pieszo (?) ponad 400 kilometrów dzielące Lubekę od Arnstadt po to, aby usłyszeć muzykę Buxtehudego, spotkać się z nim, doskonalić swój warsztat artystyczny pod okiem mistrza - jak sam stwierdził: "aby zrozumieć to i owo w swoim fachu". Niewątpliwie świadczy to o ogromnym autorytecie, jakim cieszył się wówczas Buxtehude. Widziano w nim niesamowitego improwizatora i fenomenalnego wirtuoza, słynącego z perfekcyjnie opanowanej techniki gry na klawiaturze pedałowej. Bach spędził w Lubece trzy miesiące, m.in. słuchając Abendmusik i obserwując grę Buxtehudego. Młody kompozytor wyciągnął wiele korzyści z tych trzech miesięcy i, gdyby nie wizyta u Buxtehudego, kto wie, jak wyglądałaby i czy byłaby znana twórczość Bacha…
Wbrew powszechnej opinii, Buxtehude nie był tylko organistą myślącym wiecznie o piszczałkach i kontuarze. Artysta miał znacznie szersze zainteresowania. Pisał nie tylko muzykę organową i sakralną, ale także świecką. Podobno wykazywał również zainteresowanie nauką – chociażby astronomicznymi odkryciami J. Keplera. Utrzymywał przyjacielskie kontakty z wielkimi osobistościami, m.in. z Menno Hannekeniem – burmistrzem Lubeki, teologiem. Słynna oda żałobna Buxtehudego, „Mit Fried’und Freud”, była dedykowana temu myślicielowi. (na podstawie książki Kerali Snyder)
Dietrich Buxtehude przebywał w Lubece do końca życia. Zmarł 9 maja 1707 roku. W historii zapisał się, obok Heinricha Schütza, jako najważniejszy barokowy przedbachowski kompozytor niemiecki.
Fantastycznie, nie?
Początkowo był organistą w mieście Helsingborg w Szwecji i w Helsingør w Danii, a następnie w Lubece, gdzie pozostał do końca życia. W Lubece Jan Sebastian Bach miał okazję usłyszeć jego grę, co wywarło wielki wpływ na dalszą karierę artystyczną Bacha.
Dietrich Buxtehude komponował głównie preludia i fugi organowe i preludia chorałowe. Spora część jego utworów zaginęła.''
Tyle o lubeckim mistrzu mówi polska Wikipedia (stan na dziś). Mało. Stanowczo zbyt mało. Ten kompozytor wywarł tak ogromny wpływ na muzykę późniejszych mistrzów, że grzechem byłoby tak obojętnie podchodzić do jego twórczości. Szkoda, że przeszedł do historii wyłącznie jako "nauczyciel" m.in. Bacha. Liczy się nie tylko jego wpływ na Bacha, Haendla i całą resztę, ale także spuścizna, którą sam po sobie pozostawił- wspaniałe kantaty, instrumentalne preludia chorałowe, toccaty, fugi… Dlatego nie poprzestaję na umieszczeniu krótkiej notki z Wikipedii. Informacje, które tu prezentuję, zaczerpnęłam z różnych polsko-, niemiecko- i anglojęzycznych stron.
Sylwetka kompozytora
Dieterich (tak zapisywał swoje imię!) Buxtehude urodził się mniej więcej w 1637 roku. Miejsce jego narodzin też nie jest dokładnie znane- przypuszczalnie miejscem jego przyjścia na świat był Holsztyn na pograniczu Niemiec i Danii. Niemniej jednak, Buxtehude wspominał Danię jako swoją ojczyznę, a jego rodzina była dwujęzyczna (posługiwała się językiem duńskim i niemieckim).Ojcem kompozytora był Johannes Buxtehude, organista. Dzięki temu młody Dietrich miał dobry muzyczny start.
Jako dwudziestolatek został organistą, najpierw w Helsingborg (1657-1658), potem w Elsinore (1660-1668). Jako trzydziestolatek przejął urząd głównego organisty w kościele św.Marii w Lubece po sławnym Franzu Tunderze, poślubiając także jego córkę Annę Margarethe. Od 1673 r, Dieterich Buxtehude organizował serię wieczornych koncertów muzyki sakralnej, znanych jako Abendmusik, zainicjowanych przez Tundera. Koncerty cieszyły się sporym zainteresowaniem artystów z różnych stron i stanowiły niejako symbol lubeckiego kościoła przez kolejne półtora wieku- aż do 1810r.
Lata mijały, a Buxtehude pełnił ciągle funkcję organisty w Marienkirche. W 1703 r. (miał wtedy 65 lat) doczekał się pewnych odwiedzin: do Lubeki przybyli Haendel i Mattheson, wówczas jeszcze młodzi, aby spotkać się z Buxtehudem. Organista był już w podeszłym wieku, skłonny do odejścia na emeryturę, więc zaoferował im swoją posadę. Zastrzegł jednak, że zgodnie z tradycją organista przejmujący po nim urząd, musi poślubić jego najstarszą córkę. Gdy Haendel i Mattheson o tym się dowiedzieli, wycofali się i opuścili Lubekę zaledwie dzień po przybyciu. (Co się za tym kryło? Czyżby córka mistrza im się nie podobała? Intrygujące…)
W 1705 kolejny młody twórca odwiedził Lubekę- był nim nie kto inny, jak 20-letni Jan Sebastian Bach. Przebył pieszo (?) ponad 400 kilometrów dzielące Lubekę od Arnstadt po to, aby usłyszeć muzykę Buxtehudego, spotkać się z nim, doskonalić swój warsztat artystyczny pod okiem mistrza - jak sam stwierdził: "aby zrozumieć to i owo w swoim fachu". Niewątpliwie świadczy to o ogromnym autorytecie, jakim cieszył się wówczas Buxtehude. Widziano w nim niesamowitego improwizatora i fenomenalnego wirtuoza, słynącego z perfekcyjnie opanowanej techniki gry na klawiaturze pedałowej. Bach spędził w Lubece trzy miesiące, m.in. słuchając Abendmusik i obserwując grę Buxtehudego. Młody kompozytor wyciągnął wiele korzyści z tych trzech miesięcy i, gdyby nie wizyta u Buxtehudego, kto wie, jak wyglądałaby i czy byłaby znana twórczość Bacha…
Wbrew powszechnej opinii, Buxtehude nie był tylko organistą myślącym wiecznie o piszczałkach i kontuarze. Artysta miał znacznie szersze zainteresowania. Pisał nie tylko muzykę organową i sakralną, ale także świecką. Podobno wykazywał również zainteresowanie nauką – chociażby astronomicznymi odkryciami J. Keplera. Utrzymywał przyjacielskie kontakty z wielkimi osobistościami, m.in. z Menno Hannekeniem – burmistrzem Lubeki, teologiem. Słynna oda żałobna Buxtehudego, „Mit Fried’und Freud”, była dedykowana temu myślicielowi. (na podstawie książki Kerali Snyder)
Dietrich Buxtehude przebywał w Lubece do końca życia. Zmarł 9 maja 1707 roku. W historii zapisał się, obok Heinricha Schütza, jako najważniejszy barokowy przedbachowski kompozytor niemiecki.
O twórczości Buxtehudego słów kilka
Dieterich Buxtehude pozostawił po sobie wiele toccat, fug, preludiów chorałowych, fantazji chorałowych, utworów wokalnych… Zostały one usystematyzowane w katalogu BuxWV- Buxtehude Werke Verzeichnis (podobnie jak u Bacha). Charakterystyczna jest budowa większości jego dzieł organowych: wirtuozowskie, efektowne preludium + fuga + łącznik + druga fuga, kontrastowa do pierwszej pod względem metrum i tematu + swobodne, improwizacyjne, niefugowane zakończenie. Można powiedzieć, że Buxtehude miał słabość do ostinato- na stałym basie opierał wiele swoich kompozycji organowych. Jego preludia nierzadko miały improwizacyjny, wariacyjny charakter. Dominowała w nich efektowna, indywidualistyczna wirtuozeria, którą przełamywały gwałtowne zmiany harmonii i faktury. Taki styl, charakterystyczny dla organistów północnych Niemiec epoki baroku, ochrzczono nazwą: „Stylus Phantasticus”. Fantastycznie, nie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



